Gra może być wesoła i bez krwi
Robię gry przeglądarkowe po godzinach, dla frajdy. Są wśród nich takie, w których ktoś z kimś walczy: strategia o twierdzy, mecze na arenie, wieczór w pełnej knajpie. W takich grach łatwo o ciemną stronę: krew, krzyki, rany. Ja wybieram inną drogę. Chcę, żeby w moje gry mógł zagrać ośmiolatek, a jego rodzic nie musiał siedzieć obok z ręką na przycisku „wyłącz”.
Poniżej opisuję tylko to, co naprawdę jest w grach i w ich kodzie. Nie obiecuję niczego więcej.
Moja twierdza: biała flaga zamiast śmierci
Moja twierdza to strategia czasu rzeczywistego, czyli taka, w której budujesz osadę i dowodzisz oddziałami na żywo. Są tam oddziały, katapulty i bitwy. Jednak zasady, które sobie zapisałem na początku, brzmią: bez krwi i bez śmierci.
- Pokonana jednostka znika w chmurce kurzu, macha białą flagą i ucieka z mapy. Na minimapie jest „uciekła do domu”. Nie ma ciał, ran ani okrzyków bólu.
- Budynki nie płoną w makabryczny sposób. Rozsypują się na deski i kamienie, a mieszkańcy wybiegają cali.
- Broń jest z przymrużeniem oka: pałki owinięte w poduszki, katapulty strzelające kapustą, bańki maga.
- Przeciwnicy to łobuzy, nie potwory. Nawet rasa potworów jest sympatyczna i bajkowa, bez strasznych min.
- Narody i symbole są zmyślone, żeby nikogo nie urazić.
Jest tam jeszcze jeden element, który lubię: wszyscy mają swoje gesty. Rycerz salutuje, a Król Goblinów wygraża pięścią z wieży, a korona zsuwa mu się przy tym na nos. To humor życzliwy, nikt się tu z nikogo nie śmieje.
Moja arena: karton, naleśnik i „puf!”
Moja arena to szybkie mecze drużynowe. Bohaterowie rzucają w siebie, ale czym? Kartonami, naleśnikami, kredą, bańkami, piłkami, przyssawkami, kapustą i pianą. Zasady są takie:
- bez krwi, bez broni palnej i bez śmierci;
- pasek pokazuje energię, a nie „życie”;
- gdy energia spadnie do zera, bohater robi kreskówkowe „puf!”, macha białą flagą i po kilku sekundach wraca na start swojej drużyny.
Do tego dochodzą rzeczy, które nie dotyczą walki, ale też mają chronić graczy. W grze nie ma płatnych skrzynek ani losowań za pieniądze. Skrzynki festynowe dostaje się wyłącznie za samą grę, nie da się ich kupić, a szanse są pokazane w grze. Postacie kupuje się za monety, które sam zdobywasz w meczach.
Moja knajpa: zadyma jak z komiksu
Moja knajpa jest dla starszych graczy, o czym za chwilę, bo to knajpa, w której serwuje się alkohol. Czasem do lokalu wpada ekipa szukająca zadymy i trzeba ją opanować ochroną. Jak to pokazuję? Chmura kurzu z gwiazdkami, jak w starym komiksie. Bez krwi, broni i obrażeń.
Co się dzieje po takiej bójce? Konsekwencje to szkody w lokalu, gorsze opinie i kary, a nie przemoc. Jest nawet osiągnięcie za „tydzień bez bójek”, więc gra nagradza spokój. Gra uczy także odpowiedzialnego serwowania: nie podaje się alkoholu osobom pijanym ani nieletnim.
Podobnie jest w innych grach. W Moim warsztacie stłuczka jest tylko wgnieceniem na karoserii, bez wypadków i bez przemocy.
Oznaczenia wieku
Każda gra ma w konfiguracji portalu pole z zalecanym wiekiem. Na karcie gry widać plakietkę, na przykład „7+”. Ustawiłem je tak:
- 6+: Moja szkoła i Moja stadnina. Te dwie gry mają dodatkowo włączony tryb dla dzieci.
- 7+: Mój warsztat, Moja twierdza i Moja arena.
- 12+: Mój magazyn, Mój cmentarz i Mój szpital.
- 16+: Moja knajpa.
To moja własna ocena, nie oficjalna klasyfikacja. Traktuj ją jako wskazówkę, a ostatnie słowo należy do rodzica, który zna swoje dziecko.
Reklamy tylko na życzenie
Gry są darmowe, więc czasem pojawia się reklama. Ale robię to tak, żeby gracz nie czuł się zaskakiwany.
- Reklama za nagrodę jest zawsze dobrowolna. Możesz ją obejrzeć, żeby dostać w grze drobny bonus, a możesz nie oglądać i grać dalej. W Mojej arenie można tak podwoić monety z meczu, najwyżej 5 razy dziennie. Reklama nigdy nie daje przewagi w meczu.
- Reklamy na cały ekran mają być rzadkie. Między nimi jest długa przerwa, a na początku gry przez dłuższą chwilę nie ma ich wcale. W Mojej arenie taka reklama może się pojawić tylko po meczu, nigdy w jego trakcie.
- Bez internetu nie ma reklam. Gra działa normalnie.
- Tryb dla dzieci. W Mojej szkole i Mojej stadninie reklamy nie są dopasowywane do gracza. Gra mówi wtedy sieci reklamowej, że gra w nią dziecko.
Bez czatu z obcymi
W grach nie ma wolnego czatu z nieznajomymi. Tam, gdzie można grać z innymi (Moja twierdza, Moja arena), rozmawia się wyłącznie gotowymi zwrotami i emotkami. Nie da się napisać własnego zdania, więc nikt nikomu nie napisze nic przykrego ani nie wyciągnie danych. W planach obu gier zapisałem to wprost.
Nie trzeba też podawać e-maila ani hasła. Postęp zapisuje się w przeglądarce, a gra zakłada anonimowe konto, żeby można było połączyć drugie urządzenie krótkim kodem.
Co dalej
Te zasady to nie jednorazowa deklaracja. Mam je zapisane w notatkach do każdej gry i sprawdzam przy każdej nowej wersji. Jeśli zobaczysz coś, co ci się nie podoba w którejś grze, daj mi znać. Chcę, żeby rodzice mogli mi ufać, a dzieci dobrze się bawić.